Chirurg leczy rany larwami

Łódzki chirurg wraca do metod leczenia ze starożytnego Rzymu. Zamiast skalpela do leczenia trudno gojących się ran używa larw much. 

Chirurg skalpelem może wyciąć za dużo lub za mało, larwy są wyjątkowo precyzyjne. Żywią się tylko martwą tkanką, dlatego dokładnie oczyszczają ranę. Stary sposób leczenia trudno gojących ran wraca do łask. Łódzki chirurg rozpoczął leczenie ran larwami much. – Pacjenci podchodzą do tej metody z dużym zrozumieniem. Nie spotkałem się z odmową. Podobne doświadczenia mają chirurdzy z innych miast, którzy stosują w swych przychodniach tę terapię – tłumaczy Przemysław Lipiński, chirurg z Centrum Medycznego Argo w Łodzi.

53d0c9f47a140_k27– Pacjent wychodzi z gabinetu z zabandażowaną nogą lub ręką i nie widzi larw na swoim ciele. Zdejmujemy je po trzech dniach w gabinecie i od razu wyrzucamy jako odpad medyczny. Jeśli pacjent jest wrażliwy, w ogóle nie musi larw oglądać. Tę metodę znali już starożytni Rzymianie, ale dawno temu wyparły ją antybiotyki. Dziś terapia przeżywa renesans. Produkcją larw zajmuje się spółka, której współwłaścicielem jest Uniwersytet Jagielloński. Taki sposób leczenia ran zaczyna stosować coraz większa liczba lekarzy chirurgów w całej Polsce, również w Łodzi. Jednorazowa terapia trwa trzy dni. – Od lat leczę trudno gojące się rany, spowodowane chorobami naczyniowymi, stopy cukrzycowe i owrzodzenia. To bardzo poważny problem, z którym nie zawsze można poradzić sobie za pomocą skalpela. Doskonałe efekty można uzyskać właśnie stosując larwy much, które są w stanie w stu procentach oczyścić ranę – tłumaczy Lipiński. Jak to działa? – Najpierw larwy rozpuszczają martwą tkankę za pomocą własnych enzymów. Oszczędzają przy tym zdrową tkankę. Następnie zasysają rozpuszczoną martwą tkankę. Działają także bakteriobójczo – mówi doktor Lipiński. – Po trzech dniach rana jest dobrze oczyszczona i odkażona. Zaczyna się goić. Warunek jest jeden: larwy muszą być sterylne i wyhodowane specjalnie do celów leczniczych. Łódzki chirurg zamawia je z Krakowa dla konkretnego pacjenta. Fiolkę przywozi kurier godzinę przed zabiegiem. – Larwy zakładane są w gabinecie. Trzeba to zrobić umiejętnie, żeby ich nie utopić ani nie zasuszyć w ranie – wyjaśnia doktor Lipiński. – Po trzech dniach je zdejmujemy i oddajemy do utylizacji. W Polsce metoda dopiero zdobywa popularność. Niestety, chorzy na razie muszą za zabieg zapłacić sami. Ile? 300 zł. Kwota, którą NFZ oferuje za oczyszczenie rany np. skalpelem, nie wystarczy bowiem na zakup specjalistycznych larw. Inaczej jest na Zachodzie. Kasa chorych płaci za leczenie tą metodą np. w Niemczech i Anglii. 

Trudno gojące się rany to wielki problem pacjentów, którzy cierpią na cukrzycę, owrzodzenia i choroby naczyniowe. Łódzkie przychodnie i szpitale wciąż wprowadzają nowe techniki oczyszczania i leczenia ran. – Nowoczesną technikę leczenia ran wprowadzili w ubiegłym roku chirurdzy z Uniwersyteckiego Szpitala im. WAM, którzy często muszą leczyć trudne rany, powstałe po urazach i złamaniach.

Jak to robią? Stosują technikę leczenia ran za pomocą urządzenia vactherapy. Gąbka pod ciśnieniem zasysana jest na ranie, dzięki czemu następuje szybsza poprawa. Tradycyjnymi metodami musieliby leczyć chorych przez kilka miesięcy. Z pomocą gąbki, która zasysa rany, leczenie trwa tydzień. – Niezwykle pomocna w leczeniu trudno gojących się ran, stóp cukrzycowych czy owrzodzeń jest tlenoterapia. W Łodzi komora hiperbaryczna znajduje się w przychodni Creator przy ulicy Kopernika. Na czym polega terapia? Metoda wykorzystuje stuprocentowy tlen pod zwiększonym ciśnieniem. Ideą terapii jest poprawienie naturalnych mechanizmów gojenia i procesów naprawczych w przypadku ran oraz innych schorzeń. 

Zdj. Krzysztof Szymczak. Autor artykułu oraz źródło: http://www.dzienniklodzki.pl. 

Larwoterapia Bydgoszcz: www.elemiah.pl

Eliksir młodości z pijawki

Gruczoły ślinowe pijawek to magazyn aż 160 dobroczynnych substancji. Zwierzęta te są w medycynie wykorzystywane od wieków, ale wciąż mają tajemnice Anna Lofek, farmaceutka z Jaworzna, medycyną naturalną interesuje się od dawna. Jej pasją jest m.in. hirudoterapia, dziedzina związana z wykorzystywaniem pijawek w procesie leczenia różnych chorób. Znana od wieków, a konkretnie od II wieku przed naszą erą, metoda jest uznaną procedurą leczniczą. Hirudoterapia bywa dla chorych ostatnią deską ratunku. Pijawki stosowane są w bardzo poważnych przypadkach, np. w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów czy nadciśnienia, jako terapia uzupełniająca u chorych z miażdżycą czy cukrzycą. Nie obawiają się sięgać po ich wsparcie polscy lekarze. Zanim chirurdzy z Instytutu Onkologii w Gliwicach pierwszy raz przeszczepili twarz mężczyźnie z Dolnego Śląska, lekarze z Wrocławia próbowali uratować jego własny, oderwany przez maszynę kawałek skóry i byli tak zdesperowani, że sięgnęli również po pijawki.

539211b754aac_p Znana od wieków, a konkretnie od II wieku przed naszą erą, metoda jest uznaną procedurą leczniczą. Hirudoterapia bywa dla chorych ostatnią deską ratunku. Pijawki stosowane są w bardzo poważnych przypadkach, np. w leczeniu choroby zwyrodnieniowej stawów czy nadciśnienia, jako terapia uzupełniająca u chorych z miażdżycą czy cukrzycą. Nie obawiają się sięgać po ich wsparcie polscy lekarze. Zanim chirurdzy z Instytutu Onkologii w Gliwicach pierwszy raz przeszczepili twarz mężczyźnie z Dolnego Śląska, lekarze z Wrocławia próbowali uratować jego własny, oderwany przez maszynę kawałek skóry i byli tak zdesperowani, że sięgnęli również po pijawki.

Na stałe pijawki „goszczą” w szpitalu w Trzebnicy, gdzie przeprowadzane są transplantacje kończyn. Okazuje się, że te niezbyt miło wyglądające pierścienice to także świetna broń w walce ze… starością. Służą do wytworzenia eliksiru młodości, który poprawia stan skóry, o czym przekonała się np. znana aktorka Demi Moore, systematycznie nakładająca na twarz „maseczkę z pijawki”. Ale samemu takiego zabiegu nie można wykonać. Należy skorzystać z pomocy specjalisty, najlepiej z certyfikatem Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego. – Niezwykle istotne jest właściwe przyłożenie pijawek, bo żeby przygotować maseczkę, trzeba najpierw „poświęcić” troszkę własnej krwi – wyjaśnia Anna Lofek. Można przyłożyć zwierzątka za uszami lub do pępka pacjenta. Sesja trwa od 20 minut do półtorej godziny. Pijawki nie są jednak bardzo żarłoczne, gdyż w tym czasie pobiorą zaledwie 5-10 mililitrów krwi. W miejscu przystawienia trzeba jednak zrobić opatrunek. Pijawki wydzielają substancję zapobiegającą krzepnięciu i dlatego potem krew może się długo sączyć. – Po zabiegu z pijawki jest wyciskana krew pacjenta i mieszana z krwią pijawki. Dostajemy materiał bogaty w substancje odżywcze, upiększające, odmładzające, czyli elastazę, kolagenazę i hiluronidazę oraz hormony takie jak estradiol i DHEA oraz serotoninę, zwaną powszechnie hormonem szczęścia – wyjaśnia Lofek. Oczywiście zabieg należy powtórzyć, ale efekty są szybko widoczne. – Bardzo istotne znaczenie ma użycie w tej maseczce krwi pacjenta, która ma lepszą przenikalność do głębokich warstw naskórka niż najlepszy krem. Znikają płytkie zmarszczki i przebarwienia – dodaje farmaceutka. Koszt jednej pijawki to zwykle 20 zł. Na kosmetyczny eksperyment mogą też zdecydować się osoby z cerą trądzikową, ale wszystko zależy od jej stanu. Gdy ktoś ma zmiany ropne, powinien sięgnąć po inne środki. Z dobroczynnego działania pijawek nie mogą też korzystać osoby cierpiące na anemię. W kosmetyce i lecznictwie wykorzystywane są pijawki ze specjalnych hodowli, kupowane na mocy specjalnego zezwolenia. Sterylna hodowla gwarantuje, że nie przeniosą żadnych zanieczyszczeń, bakterii. Oczywiście poszczególne rodzaje zwierzątek są rozpoznawane jedynie przez specjalistów. Medycynie służy kilka gatunków, a jeden z nich – pijawka lekarska, czyli Hirudo medicinalis – znajduje się w Polsce pod ścisłą ochroną. – Dawniej pijawki były używane do pozbycia się z organizmu chorego tzw. zepsutej krwi, ale teraz stosowanie pijawek to procedura oparta na poważnej wiedzy. Dziś wiemy, że te niepozorne zwierzątka są magazynem ok. 160 różnych substancji, z których przebadano dokładnie 40. Mogą więc dostarczyć nam jeszcze wiele niespodzianek – dodaje Anna Lofek. Do tej pory najcenniejszą substancją „podarowaną” przez pijawki jest hirudyna, lek przeciwzakrzepowy. Wiele gatunków pijawek żyje w naturze i pędzi żywot pasożyta. Nie należy ich jednak na własną rękę wykorzystywać i się leczyć. Przede wszystkim możemy zakazić się różnymi bakteriami przenoszonymi przez pijawki, które wcześniej żerowały na innym kręgowcu. Możemy też sobie „zafundować” np. alergię.
dziennikzachodniźródło: www.dziennikzachodni.pl. Autor: Agata Pustułka

hirudoterapeutka mgr Małgorzata Papała http://www.elemiah.pl/hirudoterapia

Leczenie larwami. Larwoterapia.

Uwaga: niektóre zdjęcia mogą być nieprzyjemne dla oka.

Dziś larwoterapia staje się coraz popularniejsza w niszczeniu tkanki nowotworowej, stopy cukrzycowej, przy owrzodzeniach goleni, ropniach skóry, zakażeniach ran pourazowych, ranach odleżynowych… Ale jeszcze nie w Polsce. W Niemczech leki biologiczne pochodzenia zwierzęcego stosuje blisko 600 klinik. W Wielkiej Brytanii jest ich około 400.

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Parę lat temu zaczęliśmy stosować larwy, które były hodowane, czy przechowywane w pojedynczych fiolkach po sto, sto pięćdziesiąt sztuk. Kładło się je na rany, zaopatrywało siatką, żeby nie uciekły i trzymało się pod opatrunkiem przez trzy doby.

Teraz jest ten opatrunek o wiele bardziej uproszczony, bo larwy pakowane są w woreczki z takiej siatki o drobnych oczkach. Kładzie się te woreczki na ranę, w zależności od jej wielkości, na to gazik i w zasadzie chory sam się leczy. Zmienia sobie sam opatrunki. Nie zdarza się, aby larwy same rozbiegały się po całej ranie. Po czterech dobach rana jest oczyszczona, opatrunki można wyrzucić.

Przy zaniedbanych, sporych ranach, gdzie ilość martwicy jest bardzo duża, larwy nie są w stanie spożyć tego nadmiaru – że tak powiem – na jeden rzut. Jedzą tylko tyle, ile potrzebują do rozwoju. A wiec ta gruba martwica, na tych bardzo zastarzałych ranach musi być osunięta chirurgicznie – wycięta. Dopiero później tę dyskretną prace robią larwy.

Opatrunki z larwami przykłada się najczęściej kilka razy. Ich ilość zależny od powierzchni rany…

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Jedna z metod leczenia larwami polega na wpuszczaniu ich bezpośrednio na rany. Druga, zamknięta, polega na umieszczeniu sterylnego opatrunku, wyglądem przypominającego saszetkę z herbatą, na chorym miejscu. Larwy nie mogą wyjść z takiej torebki, jednak opatrunek przepuszcza ciecze, enzymy i inne substancje. Larwy są bardzo małe, tak małe, ze niewidoczne dla pacjenta. Zwykle po trzech dniach mierzą już ponad centymetr i są nasycone obumarłą tkanką. Opatrunek trzeba zmienić. Leczenie polega na całkowitym wyczyszczeniu rany z martwej tkanki.

Okazuje sie, ze nasi lekarze niewiele wiedzą na temat larwoterapii. Na ogól nie są w stanie wskazać miejsc, w których ta metoda leczy się chroniczne rany, gdzie leczy się larwami much stopę cukrzycową. Ile kosztuje leczenie?

Dr hab. n. Med. Marek Orkiszewski: Najpierw oceniam ranę, czy w ogóle nadaje się do leczenia larwami. Dalej, czy pacjent rokuje powodzenie terapii. To jest też bardzo ważne. Dlatego, że są pacjenci, którzy nie stosują się do żadnych „reżimów” typu palenie, typu kontrola cukrzycy. I z tymi chorymi nie ma co współpracować, bo w efekcie będzie krótkotrwała poprawa, nieskuteczna. Szkoda na to pieniędzy, ich pieniędzy, gdyż leczenie nie jest finansowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia, bo fundusz ich nie ma.

Współcześnie larwy plujki hodowane są w idealnie sterylnych warunkach. Nie mogą przenosić jakichkolwiek bakterii czy wirusów, jak to się zwykle przypisuje muchom. Hodowane są w wybranych laboratoriach, m.in. w USA i Wielkiej Brytanii. W specjalnych opakowaniach przewożą je kurierzy. Koszt sprowadzonej zza granicy partii larw wynosi około półtora tysiąca złotych.

Jak przebiega „szkolenie” chorych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Prowadzę edukacje chorych, aby nie byli oni zdani tylko na lekarza. Dostają środek do leczenia typu opatrunek i są wyszkoleni na swoim ciele. Akceptują to, co robią. Poprzez te edukacje chce doprowadzić do tego, ze nie tylko pacjenci będą to powszechnie akceptować, ale i środowisko akademickie. I to się stopniowo udaje – głownie poprzez proliferacje wiedzy.

Jakie są wyniki tego leczenia?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: W przypadku diabetyków, jeśli cukrzyca jest dobrze wyrównana i pacjent współpracuje z lekarzem – w tym znaczeniu, ze nie jest to chory czekający, by wskrzesić go jak Łazarza – to naprawdę wyniki tego leczenia są takie, ze przerastają oczekiwania.

Źródło: Na podstawie rozmowy z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Andrzeja Karnowskiego.

Kiedy leczenie wymaga wyjęcia poza ramy ogólnie pojętej medycyny?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wtedy gdy metody tradycyjne nie rokują powodzenia, a metody niestandardowe dają szanse przeżycia oraz gdy ich ryzyko stosowania jest mniejsze, niż pozostawienie pacjenta w „objęciach” sposobów tradycyjnych.

Jak wygląda proces oczyszczania przez larwy ropiejących, niegojących się ran?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Larwa nie zjada martwej tkanki jako takiej. Wydziela enzymy trawiące martwice poza ustrojem larwy. Po strawieniu powstaje półpłynna treść będąca pokarmem dla larwy. Larwa zjada tez bakterie i przetrawia je w przewodzie pokarmowym, ale nie jest to jej sposób na życie. Jej właściwa cecha jest trawienie tego, co jest w podścielisko, wchłanianie i zjadanie tego, co jest martwe. Dlatego martwa tkanka rany jest dla larw idealnym pożywieniem. W swoich otworach gębowych ma haczyki, którymi przyczepia się do rany, żeby nie splynac razem z wydzielina. Larwy kładzione na ranę maja długość milimetra, a po kilku dniach już ośmiu. To zwykle wystarczający czas, by dokładnie ja oczyścić. I w tym momencie kończą swa prace, bo za chwile zamienia się w czerwie, a potem odlatują jako muchy.

Jaki jest dzisiaj stan badan nad leczeniem larwami?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Nauczyliśmy się, ze obecność wielkich naczyń w obrębie rany nie jest przeciwwskazaniem do stosowania larw. Przy wielkich tętnicach sok wydzielany przez larwy nie jest szkodliwy, a one same dokładnie oczyszczają naczynie dokoła. Zapoznałem się z wieloma publikacjami na ten temat. Na przykład, na zakażona ranę po nowotworze krtani, w którym te olbrzymie naczynia szyi są w sąsiedztwie, wpuszcza się larwy i one bezpiecznie usuwają wyłącznie martwice. Nie boimy się już naturalnych otworów, bo larwa tam nie wejdzie, ponieważ jest bardzo mądra. Instynktownie nie wchodzi w kanał, bo żywiąc się rośnie i wie, ze nie przeciśnie się już z powrotem.

Jakie jeszcze odkryto ciekawe osobliwości z życia larw?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Zaobserwowaliśmy rzecz nieprawdopodobna. Jeżeli do larw, będących już w opakowaniu, dodaje się gąbkę, to okazuje się, ze są one przekonane, iż pojawiła się konkurencja. I wtedy staja się niewiarygodnie agresywne w wydzielaniu swych pokarmowych treści, ponieważ „uważają”, ze jest ich dwa razy tyle. Przekonałem się o tym, lecząc rany larwami luzem i w woreczkach. Larwy hodowane luzem i swobodnie kładzione na rany zachowują się leniwie, ospale. Natomiast te drugie wprost szaleją na ranach. I tu chyba dochodzi do glosy teoria stworzeń stadnych, konkurujących ze sobą, by przeżyć. Nadmiar wydzieliny w ranie ogranicza dostęp tlenu i szkodzi larwom. Wiemy, ze poprzednio stosowane leczenie miejscowe solami srebra szkodzi im i je zabija. Dlatego larwy trzeba bezustannie obserwować, bo swym zachowaniem sygnalizują ciekawe, tajemnicze zjawiska, które człowiek powinien nauczyć się prawidłowo odczytywać.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju larwologii?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Te larwy to prawdziwe wyzwanie dla współczesnej medycyny. Bo jeżeli zjadają martwa tkankę, to aż się prosi, by zapytać, czy zjedzą również tkankę zmieniona, czyli nowotworowa. Czy komórki nowotworowe, np. w nowotworze piersi zostaną również pochłonięte? I kolejne pytanie: czy można larwę tak zmodyfikować, ze będzie je zjadała? Ale tutaj… Hm… Pojawia się coraz więcej pytań i domysłów! Czy będziemy mogli ja tak ustawić, jak to zrobił dwieście lat temu czeski zakonnik Gregor Johann Mendel, uważany za twórce genetyki, w sposób jak najbardziej naturalny krzyżując groszek przez 8 lat. Zasada badan Mendla jest ich prostota. Czy zgodnie z nią można wyhodować larwy, programując ich apetyty? Może udałoby się tego dokonać bez skomplikowanych modyfikacji DNA? Larwa zje chore tkanki, nie tylko martwicze, ale wszelkie odmienne? Pewnie tak będzie. Bo może okazać się, ze do modyfikacji larw wcale nie potrzeba wielkich nowoczesnych laboratoriów.

I to wszystko otwiera nieprawdopodobne wręcz perspektywy dla medycyny, które znowu otworzą naiwne pytania dziecka: – Jak nauczyć larwy, by zżerały nie tylko martwice, ale i tkanki nowotworowe? Podejrzewam, ze na to pytanie szybciej od naukowca odpowiedziałyby wiejskie kobiety, bo dzisiaj jeszcze tylko one potrafią rozumować na poziomie myślenia spontanicznego, naturalnego. One spytają: – Jak to zrobić, żeby żarły to, co im dajemy, a nie wybrzydzały? A ja jako naukowiec zapytam: – Jak je przeprogramować?

W jakich kierunkach może pójść ten rozwój?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wydaje się obiecujące nauczenie larwy, jak zjadać tkankę np. nowotworowa lub według innego zapotrzebowania terapeutycznego. Z drugiej strony prawa rynku i chęć zysku każą zmienić je w produkt pól medyczny, dostępny w każdej aptece, który kupimy i sami nałożymy na ranę. Tylko, ze w tym wypadku rezygnujemy ze sterylności i wysokich wymagań nakładanych na produkcje leków, rezygnujemy z postępu. Trzeba przyznać, ze oba kierunki są ciekawe, z tym, ze ten drugi niesie ze sobą określone ryzyko. Larwa nie będzie do końca oczyszczona. W leczeniu larwami nie możemy mówić o medycynie niekonwencjonalnej, chociaż za taka uważa to leczenie wielu ludzi.

Wobec tego, jak nazwać te metodę, z jednej strony stosowana od wieków przez czarowników, a z drugiej rozwijająca się w nowoczesnych laboratoriach medycznych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Leczenie larwami to jest absolutnie nowa medycyna. To nie jest ani paramedycyna, ani medycyna konwencjonalna. Bo w przypadku leczenia ran wyczerpały się najnowocześniejsze antybiotyki, podobnie jak możliwości chemioterapii i chirurgiczne opracowanie rany, czyli wycięcie i ewentualny przeszczep skóry. Larwy muchy plujki to nic innego jak lekarstwo wzięte bezpośrednio z naturalnego świata przyrody. Dotąd staraliśmy się uzyskać specyficzny lek z roślin lub droga syntezy chemicznej. Larwy w leczeniu ran czy pasożyty jelitowe w leczeniu astmy wskazują na potrzebę powrotu do medycyny ludowej i całościowego używania roślin albo innego elementu środowiska naturalnego do skutecznego leczenia. Nazywam takie działanie nowa medycyna, bo zaczynamy być w sposób świadomy częścią środowiska naturalnego. Wiemy, jak zwiększać skuteczność naszych działań, stosując naukowe metody obserwacji i eksperymentu. Czyli jest to połączenie tradycji z wiedza naukowa. Medycyna wynikająca z tradycji czy uniwersytecka maja jeden wspólny przekaz: pomóc człowiekowi. I jestem przekonany, ze takie działanie stanie się jednocześnie medycyna przyszłości.

Źródło: Fragmenty rozmowy z doc. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Ilone Slojewska. Czwarty Wymiar 12/2007.

* Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski jest autorem publikacji na temat larwoterapii zamieszczonej w Wiadomościach Lekarskich (2007; 60 (7-8): 381-385).

Leczenie larwami: Rozmowa z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim z Zakladu Medycyny Zapobiegawczej i Zdrowia Srodowiskowego źródło: http://www.stopacukrzycowa.com

mgr Małgorzata Papała Śliwa
larwolog
larwoterapia
www.elemiah.pl

Rozmowa przeprowadzona w roku 2007. Aktualnie opatrunki z larw są dostosowane do rany. Nie są to gotowe kwadratowe opatrunki, ponieważ nie są one w stanie przykryć dokładnie chore miejsce.