Leczenie larwami. Larwoterapia.

Uwaga: niektóre zdjęcia mogą być nieprzyjemne dla oka.

Dziś larwoterapia staje się coraz popularniejsza w niszczeniu tkanki nowotworowej, stopy cukrzycowej, przy owrzodzeniach goleni, ropniach skóry, zakażeniach ran pourazowych, ranach odleżynowych… Ale jeszcze nie w Polsce. W Niemczech leki biologiczne pochodzenia zwierzęcego stosuje blisko 600 klinik. W Wielkiej Brytanii jest ich około 400.

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Parę lat temu zaczęliśmy stosować larwy, które były hodowane, czy przechowywane w pojedynczych fiolkach po sto, sto pięćdziesiąt sztuk. Kładło się je na rany, zaopatrywało siatką, żeby nie uciekły i trzymało się pod opatrunkiem przez trzy doby.

Teraz jest ten opatrunek o wiele bardziej uproszczony, bo larwy pakowane są w woreczki z takiej siatki o drobnych oczkach. Kładzie się te woreczki na ranę, w zależności od jej wielkości, na to gazik i w zasadzie chory sam się leczy. Zmienia sobie sam opatrunki. Nie zdarza się, aby larwy same rozbiegały się po całej ranie. Po czterech dobach rana jest oczyszczona, opatrunki można wyrzucić.

Przy zaniedbanych, sporych ranach, gdzie ilość martwicy jest bardzo duża, larwy nie są w stanie spożyć tego nadmiaru – że tak powiem – na jeden rzut. Jedzą tylko tyle, ile potrzebują do rozwoju. A wiec ta gruba martwica, na tych bardzo zastarzałych ranach musi być osunięta chirurgicznie – wycięta. Dopiero później tę dyskretną prace robią larwy.

Opatrunki z larwami przykłada się najczęściej kilka razy. Ich ilość zależny od powierzchni rany…

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Jedna z metod leczenia larwami polega na wpuszczaniu ich bezpośrednio na rany. Druga, zamknięta, polega na umieszczeniu sterylnego opatrunku, wyglądem przypominającego saszetkę z herbatą, na chorym miejscu. Larwy nie mogą wyjść z takiej torebki, jednak opatrunek przepuszcza ciecze, enzymy i inne substancje. Larwy są bardzo małe, tak małe, ze niewidoczne dla pacjenta. Zwykle po trzech dniach mierzą już ponad centymetr i są nasycone obumarłą tkanką. Opatrunek trzeba zmienić. Leczenie polega na całkowitym wyczyszczeniu rany z martwej tkanki.

Okazuje sie, ze nasi lekarze niewiele wiedzą na temat larwoterapii. Na ogól nie są w stanie wskazać miejsc, w których ta metoda leczy się chroniczne rany, gdzie leczy się larwami much stopę cukrzycową. Ile kosztuje leczenie?

Dr hab. n. Med. Marek Orkiszewski: Najpierw oceniam ranę, czy w ogóle nadaje się do leczenia larwami. Dalej, czy pacjent rokuje powodzenie terapii. To jest też bardzo ważne. Dlatego, że są pacjenci, którzy nie stosują się do żadnych „reżimów” typu palenie, typu kontrola cukrzycy. I z tymi chorymi nie ma co współpracować, bo w efekcie będzie krótkotrwała poprawa, nieskuteczna. Szkoda na to pieniędzy, ich pieniędzy, gdyż leczenie nie jest finansowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia, bo fundusz ich nie ma.

Współcześnie larwy plujki hodowane są w idealnie sterylnych warunkach. Nie mogą przenosić jakichkolwiek bakterii czy wirusów, jak to się zwykle przypisuje muchom. Hodowane są w wybranych laboratoriach, m.in. w USA i Wielkiej Brytanii. W specjalnych opakowaniach przewożą je kurierzy. Koszt sprowadzonej zza granicy partii larw wynosi około półtora tysiąca złotych.

Jak przebiega „szkolenie” chorych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Prowadzę edukacje chorych, aby nie byli oni zdani tylko na lekarza. Dostają środek do leczenia typu opatrunek i są wyszkoleni na swoim ciele. Akceptują to, co robią. Poprzez te edukacje chce doprowadzić do tego, ze nie tylko pacjenci będą to powszechnie akceptować, ale i środowisko akademickie. I to się stopniowo udaje – głownie poprzez proliferacje wiedzy.

Jakie są wyniki tego leczenia?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: W przypadku diabetyków, jeśli cukrzyca jest dobrze wyrównana i pacjent współpracuje z lekarzem – w tym znaczeniu, ze nie jest to chory czekający, by wskrzesić go jak Łazarza – to naprawdę wyniki tego leczenia są takie, ze przerastają oczekiwania.

Źródło: Na podstawie rozmowy z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Andrzeja Karnowskiego.

Kiedy leczenie wymaga wyjęcia poza ramy ogólnie pojętej medycyny?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wtedy gdy metody tradycyjne nie rokują powodzenia, a metody niestandardowe dają szanse przeżycia oraz gdy ich ryzyko stosowania jest mniejsze, niż pozostawienie pacjenta w „objęciach” sposobów tradycyjnych.

Jak wygląda proces oczyszczania przez larwy ropiejących, niegojących się ran?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Larwa nie zjada martwej tkanki jako takiej. Wydziela enzymy trawiące martwice poza ustrojem larwy. Po strawieniu powstaje półpłynna treść będąca pokarmem dla larwy. Larwa zjada tez bakterie i przetrawia je w przewodzie pokarmowym, ale nie jest to jej sposób na życie. Jej właściwa cecha jest trawienie tego, co jest w podścielisko, wchłanianie i zjadanie tego, co jest martwe. Dlatego martwa tkanka rany jest dla larw idealnym pożywieniem. W swoich otworach gębowych ma haczyki, którymi przyczepia się do rany, żeby nie splynac razem z wydzielina. Larwy kładzione na ranę maja długość milimetra, a po kilku dniach już ośmiu. To zwykle wystarczający czas, by dokładnie ja oczyścić. I w tym momencie kończą swa prace, bo za chwile zamienia się w czerwie, a potem odlatują jako muchy.

Jaki jest dzisiaj stan badan nad leczeniem larwami?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Nauczyliśmy się, ze obecność wielkich naczyń w obrębie rany nie jest przeciwwskazaniem do stosowania larw. Przy wielkich tętnicach sok wydzielany przez larwy nie jest szkodliwy, a one same dokładnie oczyszczają naczynie dokoła. Zapoznałem się z wieloma publikacjami na ten temat. Na przykład, na zakażona ranę po nowotworze krtani, w którym te olbrzymie naczynia szyi są w sąsiedztwie, wpuszcza się larwy i one bezpiecznie usuwają wyłącznie martwice. Nie boimy się już naturalnych otworów, bo larwa tam nie wejdzie, ponieważ jest bardzo mądra. Instynktownie nie wchodzi w kanał, bo żywiąc się rośnie i wie, ze nie przeciśnie się już z powrotem.

Jakie jeszcze odkryto ciekawe osobliwości z życia larw?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Zaobserwowaliśmy rzecz nieprawdopodobna. Jeżeli do larw, będących już w opakowaniu, dodaje się gąbkę, to okazuje się, ze są one przekonane, iż pojawiła się konkurencja. I wtedy staja się niewiarygodnie agresywne w wydzielaniu swych pokarmowych treści, ponieważ „uważają”, ze jest ich dwa razy tyle. Przekonałem się o tym, lecząc rany larwami luzem i w woreczkach. Larwy hodowane luzem i swobodnie kładzione na rany zachowują się leniwie, ospale. Natomiast te drugie wprost szaleją na ranach. I tu chyba dochodzi do glosy teoria stworzeń stadnych, konkurujących ze sobą, by przeżyć. Nadmiar wydzieliny w ranie ogranicza dostęp tlenu i szkodzi larwom. Wiemy, ze poprzednio stosowane leczenie miejscowe solami srebra szkodzi im i je zabija. Dlatego larwy trzeba bezustannie obserwować, bo swym zachowaniem sygnalizują ciekawe, tajemnicze zjawiska, które człowiek powinien nauczyć się prawidłowo odczytywać.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju larwologii?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Te larwy to prawdziwe wyzwanie dla współczesnej medycyny. Bo jeżeli zjadają martwa tkankę, to aż się prosi, by zapytać, czy zjedzą również tkankę zmieniona, czyli nowotworowa. Czy komórki nowotworowe, np. w nowotworze piersi zostaną również pochłonięte? I kolejne pytanie: czy można larwę tak zmodyfikować, ze będzie je zjadała? Ale tutaj… Hm… Pojawia się coraz więcej pytań i domysłów! Czy będziemy mogli ja tak ustawić, jak to zrobił dwieście lat temu czeski zakonnik Gregor Johann Mendel, uważany za twórce genetyki, w sposób jak najbardziej naturalny krzyżując groszek przez 8 lat. Zasada badan Mendla jest ich prostota. Czy zgodnie z nią można wyhodować larwy, programując ich apetyty? Może udałoby się tego dokonać bez skomplikowanych modyfikacji DNA? Larwa zje chore tkanki, nie tylko martwicze, ale wszelkie odmienne? Pewnie tak będzie. Bo może okazać się, ze do modyfikacji larw wcale nie potrzeba wielkich nowoczesnych laboratoriów.

I to wszystko otwiera nieprawdopodobne wręcz perspektywy dla medycyny, które znowu otworzą naiwne pytania dziecka: – Jak nauczyć larwy, by zżerały nie tylko martwice, ale i tkanki nowotworowe? Podejrzewam, ze na to pytanie szybciej od naukowca odpowiedziałyby wiejskie kobiety, bo dzisiaj jeszcze tylko one potrafią rozumować na poziomie myślenia spontanicznego, naturalnego. One spytają: – Jak to zrobić, żeby żarły to, co im dajemy, a nie wybrzydzały? A ja jako naukowiec zapytam: – Jak je przeprogramować?

W jakich kierunkach może pójść ten rozwój?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wydaje się obiecujące nauczenie larwy, jak zjadać tkankę np. nowotworowa lub według innego zapotrzebowania terapeutycznego. Z drugiej strony prawa rynku i chęć zysku każą zmienić je w produkt pól medyczny, dostępny w każdej aptece, który kupimy i sami nałożymy na ranę. Tylko, ze w tym wypadku rezygnujemy ze sterylności i wysokich wymagań nakładanych na produkcje leków, rezygnujemy z postępu. Trzeba przyznać, ze oba kierunki są ciekawe, z tym, ze ten drugi niesie ze sobą określone ryzyko. Larwa nie będzie do końca oczyszczona. W leczeniu larwami nie możemy mówić o medycynie niekonwencjonalnej, chociaż za taka uważa to leczenie wielu ludzi.

Wobec tego, jak nazwać te metodę, z jednej strony stosowana od wieków przez czarowników, a z drugiej rozwijająca się w nowoczesnych laboratoriach medycznych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Leczenie larwami to jest absolutnie nowa medycyna. To nie jest ani paramedycyna, ani medycyna konwencjonalna. Bo w przypadku leczenia ran wyczerpały się najnowocześniejsze antybiotyki, podobnie jak możliwości chemioterapii i chirurgiczne opracowanie rany, czyli wycięcie i ewentualny przeszczep skóry. Larwy muchy plujki to nic innego jak lekarstwo wzięte bezpośrednio z naturalnego świata przyrody. Dotąd staraliśmy się uzyskać specyficzny lek z roślin lub droga syntezy chemicznej. Larwy w leczeniu ran czy pasożyty jelitowe w leczeniu astmy wskazują na potrzebę powrotu do medycyny ludowej i całościowego używania roślin albo innego elementu środowiska naturalnego do skutecznego leczenia. Nazywam takie działanie nowa medycyna, bo zaczynamy być w sposób świadomy częścią środowiska naturalnego. Wiemy, jak zwiększać skuteczność naszych działań, stosując naukowe metody obserwacji i eksperymentu. Czyli jest to połączenie tradycji z wiedza naukowa. Medycyna wynikająca z tradycji czy uniwersytecka maja jeden wspólny przekaz: pomóc człowiekowi. I jestem przekonany, ze takie działanie stanie się jednocześnie medycyna przyszłości.

Źródło: Fragmenty rozmowy z doc. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Ilone Slojewska. Czwarty Wymiar 12/2007.

* Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski jest autorem publikacji na temat larwoterapii zamieszczonej w Wiadomościach Lekarskich (2007; 60 (7-8): 381-385).

Leczenie larwami: Rozmowa z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim z Zakladu Medycyny Zapobiegawczej i Zdrowia Srodowiskowego źródło: http://www.stopacukrzycowa.com

mgr Małgorzata Papała Śliwa
larwolog
larwoterapia
www.elemiah.pl

Rozmowa przeprowadzona w roku 2007. Aktualnie opatrunki z larw są dostosowane do rany. Nie są to gotowe kwadratowe opatrunki, ponieważ nie są one w stanie przykryć dokładnie chore miejsce.

 

Leczenie piłkarzy za pomocą pijawek

Przez pijawki masażysta Śląska Jarosław Szandrocho prawie wyleciał do domu. Ostatecznie mógł zostać, bo te małe zwierzątka wyleczyły jego żonę, a teraz pomagają kontuzjowanym wrocławskim piłkarzom.

Szandrocho przez zawodników Śląska pieszczotliwie nazywany jest „Szamanem„. Wszystko dlatego, że czasami klubowy masażysta musi się wykazać niemal magicznymi zdolnościami, aby kontuzjowanych graczy postawić na nogi przed ważnym meczem. Przezwisko „Szaman” wzięło się jednak głównie z zamiłowania Szandrochy do medycyny naturalnej.

– Rzeczywiście, cenię ją nawet nieco bardziej od medycyny konwencjonalnej – przyznaje masażysta Śląska. I dodaje. – Z całym szacunkiem, ale medycyna naturalna była pierwsza, a ludzie za jej pomocą leczą się od wieków. Pewnie starsi pamiętają, że ich babcie na rozbite kolano dawały nie plaster, a liście babki. Na przykład niewiele osób wie, że na skręcone kostki pomagają liście kapusty. Oczywiście pomagam piłkarzom głównie konwencjonalnymi metodami, ale uważam, że o sposobach naturalnych zapominać nie można – podkreśla Szandrocho.

W Śląsku jego znakiem firmowym jest leczenie piłkarzy za pomocą pijawek. Masażysta używa ich do usuwania krwiaków przede wszystkim z nóg zawodników. Podkreśla, że te małe zwierzątka likwidują także zakrzepy, stany zapalne, leczą alergię i bóle stawów. – To wszystko jest dowiedzione naukowo. Pijawki żywią się krwią, a dodatkowo ich ślina ma właściwości znieczulające. Znajduje się w niej hormon szczęścia endorfina, a poza tym aż 12 antybiotyków – wylicza Szandrocho.

Pierwszy raz pijawek użył do leczenia trzy lata temu. Zaczął od siebie. – Miałem wtedy ciągłe bóle nerki, a normalne leczenie mi nie pomagało. O właściwościach pijawek czytałem w internecie i postanowiłem spróbować ich użyć. Od tego czasu nerka już mnie nie boli – zaznacza.

W związku z pijawkami od razu pojawił się jednak inny problem. – Za przyniesienie tego robactwa z domu chciała mnie wyrzucić żona. W końcu jednak sama z pomocy pijawek skorzystała, bo miała silne bóle migrenowe i pozwoliła mi je postawić. Powiedziała tylko, że nie będzie patrzeć – śmieje się Szandrocho.

Pijawki żonie pomogły, więc wraz z masażystą mogły w domu zostać. Teraz co tydzień pojawia się ich tam około 30. Zwierzątka zamawia w specjalnym laboratorium, a w domu przechowuje w słoikach z wodą mineralną. W zwykłej szybko by pozdychały. Masażysta Śląska jest po specjalnym kursie i dlatego rocznie może zużyć 1200 pijawek, które w naszym kraju są pod ścisłą ochroną. W trakcie zabiegu jednorazowo do chorego miejsca przykłada od trzech do dziewięciu sztuk. Potem pijawki są usypiane w spirytusie. – Nie traktuje pijawek przedmiotowo, ale nie mogę też być sentymentalny. Na wszelki wypadek nie nadaje im imion, żeby się za bardzo nie przywiązać. Zresztą i tak byłby problem, jak je nazwać, bo to obojnaki – śmieje się masażysta Śląska.

Jak się okazuje, pijawki to zwierzęta wyjątkowo wymagające, bo są podatne na fazy księżyca, a najbardziej nie lubią zapachu różanego mydła. Gdy go poczują, nie chcą pić ludzkiej krwi. – Cały czas dużo o nich czytam i staram się być na bieżąco. Myślę, że z czasem będziemy wiedzieć o pijawkach coraz więcej, choć oczywiście nie należy ich traktować jako panaceum na wszystkie problemy – podkreśla.

Co ciekawe, niedługo planuje leczyć wrocławskich piłkarzy kolejną niekonwencjonalną metodą. Tym razem będzie to robił za pomocą specjalnie profilowanych gwoździ!

– Gwoździami uciska się odpowiednie miejsca na ciele człowieka. Ta metoda od lat stosowana jest w Chinach czy Japonii. Ja staram się rozwijać, bo wiem, że muszę wyprzedzać konkurencję także w sposobach leczenia piłkarzy. Oni w zamian za to dają z siebie wszystko na boisku – kończy Szandrocho.

Michał Karbowiak
05.08.2010
hirudoterapia:   www.elemiah.pl

Żylaki – dr Katarzyna Kwarecka-Zając

Rumiane policzki to symbol zdrowia i urody. Jednak gdy delikatny rumieniec zamienia się w sieć wyraźnych „pajączków”, trzeba uodpornić i chronić skórę przed pękaniem naczynek.

Na pytania odpowiada dr Katarzyna Kwarecka – Zając z Kliniki Dermatologii Estetycznej Yeshe

Czym charakteryzuje się skóra naczynkowa?

Przede wszystkim nadmierną wrażliwością i rumieniem. Pierwszym sygnałem, że mamy do czynienia z tym problemem, jest pojawianie się przejściowych zaczerwienień pod wpływem delikatnych czynników zewnętrznych – niewielkiego wiatru, zmian temperatury (na silny wiatr i mróz w zasadzie każda skóra reaguje podrażnieniem), jedzenia ostrych i gorących potraw, silnych emocji (np. rumienienie się u nastolatek). Początkowo rumień szybko ustępuje, stopniowo ten czas się wydłuża, aż zaczerwienienie staje się permanentne wskutek poszerzenia naczyń. Niekiedy dotyczy tylko punktów na twarzy, np. skrzydełek nosa.

W tej strefie naczynka są wyjątkowo narażone na niebezpieczeństwo, bo wytwarza się w nich wysokie ciśnienie, np. podczas kichania. Wtedy mogą pękać. Przeważnie problem nasila się około trzydziestki i zaczyna obejmować coraz większe obszary twarzy.

Czy to choroba związana ze złym krążeniem?

Absolutnie nie, to tylko nieestetyczny, ale niegroźny defekt kosmetyczny, genetycznie zakodowana skłonność. Mamy wpływ na to, w jakim stopniu się ujawni – wpływają na to styl życia i sposoby pielęgnacji. Na szczęście pękające naczynka na twarzy nie mają nic wspólnego z poważnymi chorobami, nie sugerują np. podatności na wylew. Tylko w przypadku problemów z naczynkami na nogach trzeba zawsze sprawdzić drożność większych naczyń, skontrolować, czy nie ma żylaków. Generalnie, pajączki to poszerzone naczynka, w których gromadzi się dużo hemoglobiny o silnym zabarwieniu i dlatego prześwitują przez cienką skórę. W naszej szerokości geograficznej to dość częsty problem, niezależny zresztą od typu skóry – może dotyczyć zarówno skóry suchej, jak i łojotokowej. Na podłożu naczyniowym często rozwija się trądzik pospolity lub różowaty, wtedy jest to problem zdrowotny.

A co ma wpływ na stan skóry naczyniowej?

Negatywne czynniki to przede wszystkim: palenie papierosów, opalanie się na słońcu lub w solarium, ekspozycja na ekstremalne warunki atmosferyczne, wilgoć w powietrzu (wiatr mocniej atakuje mokrą skórę, przenika przez nią i maceruje). Możemy sobie pomóc, wzmacniając naczynka, zwłaszcza zażywając suplementy diety zawierające rutynę i witaminę C. Taką trzymiesięczną kurację warto przeprowadzić dwa razy w roku.

Jak chronić skórę przed niekorzystnymi czynnikami klimatycznymi?

Unikać słońca, a już na pewno nie wychodzić bez filtrów słonecznych. Czasem słyszę, że „jak jestem opalona, to mniej widać naczynka”. Oczywiście, póki opalenizna jest świeża, daje taki efekt, ale coraz więcej naczynek pęka i pajączków jest z roku na rok więcej, nie mówiąc już o innych uszkodzeniach skóry.

Na nartach, na stoku warto pojawiać się w masce ochronnej, takiej, która pozostawia nieosłonięte tylko oczy i nos. To się naprawdę sprawdza. Polecam też makijaż na każdą okazję – podkład i puder to świetne warstwy izolacyjne.

Jak można zrobić makijaż korekcyjny?

Zaczyna się już od pielęgnacji, bo wiele kremów ma pigmenty zielone lub żółte, maskujące zaczerwienienia. Potem kryjący podkład i puder w kolorze neutralizującym widoczność naczynek. Lepiej unikać kosmetyków z odcieniem różu, bo mogą jeszcze podbić czerwonawy kolor skóry. U mnie w gabinecie prowadzimy nawet akademię makijażu korekcyjnego.

Jak powinna wyglądać codzienna pielęgnacja?

Delikatne oczyszczanie, potem krem wzmacniający ściany naczyń (choć moim zdaniem bardziej aktywne wzmocnienie zapewnia suplementacja), ochronny i nawilżający zarazem. Jego

podstawową funkcją powinno być kojenie podrażnień, by nie narażać naczynek na pęknięcia.

Jakie zabiegi niwelują zaczerwienienia skóry?

IPL – daje bardzo dobre wyniki w likwidowaniu rumienia, naświetlana jest dość duża powierzchnia. Laser – zamyka naczynka. Fale radiowe – świetne do punktowego zasklepiania pojedynczych naczynek (nie zostawiają żadnych śladów, siniaków), jak i niwelowania rumienia. Zabiegi dobiera się indywidualnie do potrzeb pacjenta. Jednak trzeba mieć na uwadze, że problem nawraca, z czasem otwierają się kolejne naczynia. Jeśli chodzi o większe naczynka widoczne na ciele, to sprawa może być poważniejsza. Drobne można zamykać laserem, w przypadku dużych warto sprawdzić drożność głębszych żył badaniem Dopplera. Swoich pacjentów kieruję raczej do chirurga naczyniowego, na skleroterapię. Tym bardziej że efekt tego zabiegu jest trwalszy . Im niższa partia ciała, tym ciśnienie jest wyższe i tym trudniej uporać się z pękaniem naczyń. Jeśli chodzi o nogi, to wspomagające działanie ma terapia pijawkami (hirudoterapia). Nie polega wbrew pozorom na „upuszczaniu krwi”. Najcenniejsze jest to, co pijawka wpuszcza do krwiobiegu. Zanim się sama napije, poprawia krew: rozrzedza ją, rozpuszcza zakrzepy, niweluje obrzęki, usprawnia mikrokrążenie.

źródło: http://avanti24.pl/moda/1,103638,8835307,Problem_z_naczynkami.html

Mecz dzięki… pijawkom

28-letni Słowak nabawił się urazu podczas meczu z Arką Gdynia. – Rywal uderzył mnie kolanem w podbicie stopy. Następnego dnia miałem nogę jak balon, nawet lekarze byli zaskoczeni. Przez pewien czas miałem kłopot z chodzeniem, ale od początku tygodnia trenuję już z zespołem. Pomogły mi… pijawki, które wyssały nadmiar zebranej w nodze krwi. Czy zagram w najbliższym meczu z Zagłębiem Lubin? Szanse oceniam pół na pół – mówi Hricko.

Kontuzja Petera Hricko sprawiła, że defensywa bytomskiego zespołu przed meczem z Polonią Warszawa znacznie straciła na jakości. – Zapewniam, że nasi piłkarze mają jeszcze o co grać – podkreśla prezes Polonii Damian Bartyla.

28-letni Słowak nabawił się urazu podczas meczu z Arką Gdynia. – Rywal uderzył mnie kolanem w podbicie stopy. Następnego dnia miałem nogę jak balon, nawet lekarze byli zaskoczeni. Przez pewien czas miałem kłopot z chodzeniem, ale od początku tygodnia trenuję już z zespołem. Pomogły mi… pijawki, które wyssały nadmiar zebranej w nodze krwi. Czy zagram w najbliższym meczu z Zagłębiem Lubin? Szanse oceniam pół na pół – mówi Hricko.

Prawego obrońcę Polonii z konieczności zastępuje na boisku Piotr Kulpaka, który jest nominalnym stoperem. Efekt nie jest najlepszy, bo dwa ostatnie spotkania bytomianie przegrali.

– Słyszałem takie teorie, że ze mną w składzie gra wyglądałaby lepiej. Trudno jednak przesądzać, czy rzeczywiście tak by się stało. Generalnie gra na wiosnę nam się nie klei. Wszyscy w klubie zastanawiamy się nad tym, dlaczego tak się dzieje, ale nie znajdujemy na to odpowiedzi – dodaje Słowak, którego działacze koniecznie chcieliby zatrzymać na następny sezon. – Żadnej decyzji o swojej przyszłości jeszcze nie podjąłem. Najpierw zobaczę, co zaproponuje mi Polonia – mówi Hricko.

Swojego rozczarowania ostatnimi występami drużyny nie ukrywa prezes Damian Bartyla. – Nie licząc meczu z Legią Warszawa, z naszą drużyną coś jest nie tak. Gramy poniżej oczekiwań. Bardzo żałuję ostatniego meczu z Ruchem Chorzów, bo była świetna okazja na przełamanie się. W pierwszej połowie Ruch nic nie pokazał, nie potrafili sobie z nami poradzić. Jednak po przerwie nasza gra była diametralnie inna – przyznaje. Bartyla ma pomysł, co zrobić, by Polonia grała lepiej. – Postawić na młodych. Z Ruchem po raz pierwszy wystąpił Łukasz Tymiński i moim zdaniem był jednym z najlepszych na boisku – twierdzi. Trener Jurij Szatałow podchodzi do jego oceny dużo ostrożniej. – Jak na pierwszy raz w ekstraklasie, było całkiem poprawnie. W zachwyt jednak nie wpadłem, można od niego oczekiwać więcej. Jeśli chodzi o młodych piłkarzy, to takich, którzy są blisko pierwszego zespołu, nie ma zbyt wielu. Odpowiednie umiejętności, poza Tymińskim, prezentują jeszcze Damian Paszliński, Wojciech Reiman i Mateusz Dreszer – mówi trener.

Mecz Polonii z Zagłębiem rozpocznie się w niedzielę o godz. 14.45. – Zapewniam, że nasi piłkarze mają jeszcze o co grać. Przypominam, że są premiowani nie tylko za poszczególne mecze, ale mogą liczyć też na dodatkowe pieniądze zależne od tego, jakie zajmą miejsce w lidze – podkreśla Bartyla.

Co z umową Szatałowa?

Klub poinformował w poniedziałek, że zawarte zostało ustne porozumienie z trenerem Szatałowem w sprawie przedłużenia o rok jego kończącego się w czerwcu kontraktu. Przelanie umowy na papier miało być formalnością. Do tej pory jednak tego nie uczyniono. – Przed meczem z Ruchem nie było na to czasu. Ustalenia są aktualne, choć wiadomo jak to w życiu bywa – mówi Szatałow. Czy trener będzie na pewno pracował w Bytomiu także w następnym sezonie? – Myślę, że tak – twierdzi Bartyla.

2009-11-08
http://www.sport.pl/sport/1,67926,7831216,Pijawki_pomogly_wyzdrowiec_obroncy_Polonii.html

Leczy pijawkami! Ile krwi może wypić pijawka?

Czy słyszałeś kiedyś o dawnej metodzie leczenia pijawkami? O tym, jak w dawnych czasach, ludziom chorym na różnego rodzaju schorzenia, począwszy od grypy aż po ciężkie problemy zdrowotne, przykładano pijawki, które wysysały krew i tym samym miały ją oczyścić z wszelkich wirusów? Nie zdziw się, kiedy pójdziesz do lekarza internisty, a na stoliku w słoiczku zamiast medykamentów zobaczysz wijące się, głodne krwi pękate pijawki. Tak tak, otóż hirudoterapia, jak nazywa się ta metoda leczenia, to już od 2005 roku oficjalna metoda lecznicza! Oczywiście do tej, dość szokującej metody, stosuje się nie te wyłowione z przydrożnego stawu czy bagna pijawki, tylko sterylne ze specjalistycznej hodowli.

Jak zachowuje się pijawka przyłożona w pobliże chorego miejsca? Jest na pewno bardzo zadowolona z tej sytuacji, gdyż natychmiast za pomocą przyssawek szybko przysysa się do Twojej skóry (brrr) a następnie przebija bezboleśnie zębami, wpuszczając do rany różnego rodzaju hirudozwiązki, w tym środki znieczulające, przeciwbakteryjne, i wysysa krew. Jak już będzie dość syta, ten mały wampir po prostu odpada. Taka „kolacja”  trwa u pijawki około 90 minut, ale u niektórych przebiega to znacznie szybciej nawet 10-15 minut. Pijawki następnie zapraszane są do słoja ze spirytusem i tam błogo śpią.

Co prawda na efekty trzeba czekać nawet kilka dni, ale skoro wiele osób same zgłaszają się na kolejne terapie, oznacza to, że ta metoda naprawdę przynosi ulgę.

Jakie choroby leczy się tą metodą?

– niewydolność żylna z żylakami

– obrzęki owrzodzenia podudzi

– owrzodzenia tętnicze  (stopa cukrzycowa)

– bóle głowy (wtedy pijawki przykłada się do szyi)

– po przeszczepach kończyn lub utraconych części ciała

Oczywiście nie dla każdego pijawki są wskazane, odradzamy je osobom z anemią lub z zaburzeniami krzepnięcia krwi, niskim ciśnieniem czy niewydolnością nerek i wątroby.

ciekawostka: jednorazowo pijawka potrafi wyssać około 15 ml krwi, którą potem magazynuje i trawi nawet przez wiele miesięcy – nawet dwa lata!

źródło: http://urodaizdrowie.pl/

Pasożyty robaki u człowieka. Ziołowe oczyszczanie organizmu

Robaki, Pasożyty, Grzyby, Bakterie Chorobotwórcze

Dr Huld Clark znajduje około 120 gatunków pasożytów, z czego nierzadko nawet kilkanaście z nich może korzystać z ciała jednego człowieka.

Glisty ludzkie, owsiki, włosogłówki, lamblie, węgorki jelitowe, Anisakis marina, psie i kocie glisty, tęgoryjce, toksoplazmy, kleszcze.

Każdy z nas jest nosicielem tego lub innego rodzaju pasożyta, robaka, wirusa albo chorobotwórczej bakterii. W naszym organizmie bytują różne ich formy larwy, dorosłe osobniki.
Dane WHO:
– W Europie – co 3 osoba ma w sobie pasożyty i robaki
99,9% ludzi, którzy mają w domu zwierzęta (nawet gryzonie czy ptaki) są nosicielami pasożytów
– w USA 80% społeczeństwa jest zarażona
– pasożyty są przyczyną 14 mln śmiertelnych przypadków na rok

Jakie choroby lub dolegliwości mogą wywoływać?
– chroniczne zmęczenie – nawet przy wystarczającej ilości godzin snu,
bóle stawów i mięśni,
bóle pleców,
bóle szyi,
– hipoglikemia,
– wrzody,
– bezsenność,
– zaburzenia pracy tarczycy,
– astmę, alergię, problemy skórne,
– bóle głowy,
– cukrzyca,
– bruksizm (zgrzytanie zębami),
– obniżenie odporności organizmu,
– nowotwory,
– chorobę Alzheimera,
– choroby serca,
– apopleksję,
– schizofrenię,
– zaparcia lub biegunka,
– płaczliwość u dzieci.

Podstawowa obróbka kuchenna  mięsa nie niszczy form przetrwalnikowych. Pomimo gotowania, pieczenia, smażenia, wielka ilość przetrwalników dostaje się do organizmu

W jaki sposób dostają się do organizmu?
– jedzenie
– ukąszenie owadów, kontakt bezpośredni (muchy)
– wypicie zarażonej wody
– przez powietrze bo kurz, pył są nośnikiem jaj pasożytów
– psie i krowie wszy przenoszą jaja glist. Zwierzęta rozgryzają je, połykają i przez swój oddech, kichanie rozsiewają na odległość 5metrów
– przy kąpieli w zbiornikach wodnych, basenach.
– w okresie życia płodowego.

 

Jaja owsików mają żywotność do 6 miesięcy na pościeli, ręcznikach, dywanach. Stąd dostają się do jamy ustnej. Tasiemiec osiąga długość ok. 12 m, Można nim się zarazić jedząc mięso rybie. Dorosłe rybie glisty składają jednorazowo do 100 000 jaj.

 

W jaki sposób bezpiecznie pozbyć się pasożytów i wzmacniać swój system immunologiczny ?

Leki mają wiele skutków ubocznych. Lewatywa jest skuteczna, ale działa jedynie na określoną okolicę ciała, a nie na cały organizm.
Oleje, czosnek, cebula – działają na wirusy, niektóre bakterie. Nie pozbędziemy się dzięki nim wszystkich robaków.
Kuracja 2-3 dniowa czy nawet tygodniowa – to za krótki okres czasu. Larwy nie zdążą się przepoczwarzyć.
Bezpiecznie, pewnie i skutecznie poradzi sobie z tym problemem zestaw kilkudziesięciu ziół, dobranych pod ścisłą kontrolą. Aby nie zniszczyć przewodu pokarmowego silnym działaniem fitoterapeutycznym zastosowano pakiet 3-składnikowy. Pełna kuracja trwa 30 dni.

Przez pierwsze kilka dni należy sobie zapewnić dobry dostęp do toalety. Mogą pojawić się sensacje jelitowo-żołądkowe, wykwity skórne. Jest to normalna reakcja organizmu. Z czasem wszystko wróci do normy. Program jest bezpieczny. Nie trzeba rezygnować z przyjmowanych dotychczasowo leków.

Jak często należy się oczyszczać ze złogów kałowych, robaków i pasożytów?

Minimum raz do roku. Najlepiej co pół roku. Chyba, że zachodzi konieczność częstego oczyszczania – wówczas maksymalnie co 3 miesiące (np. stały kontakt ze zwierzętami, praca w weterynarii, schroniskach itp.).

Jaka jest inwestycja?

Pełen 30-dniowy program całego 3-składnikowego pakietu to inwestycja 240 zł razem z przesyłką za pobraniem.

Produkt: ColonPack

Wystarczy podać adres, napisać emaila.

Zamów już dzisiaj. Pozbądź się niechcianych lokatorów.
tel. 668-508-850
Więcej: http://elemiah.pl/naturalna/#robaki
www.elemiah.pl