pijawka – lek na wszystko?

Pijawki lekiem na wszystko?
Czy w czasach mnożących się superbakterii to one okażą się zbawieniem? Mowa o pijawkach, które zdaniem naszych wschodnich sąsiadów są najlepszym lekiem na wszelkie dolegliwości…

„Wyczuwają aurę”

Obchodzić się z nimi trzeba podobno bardzo ostrożnie nie tylko ze względu na cenę. – Jeśli nie kochasz pijawek, to one nie będą rosnąć. Będą jeść i chudnąć. Bo pijawki świetnie wyczuwają aurę człowieka, który z nimi pracuje – twierdzi szefowa laboratorium farmy Jelena Titowa.

Pijawki mają aż po trzy szczęki, a w każdej 90 zębów. Działają jak perfekcyjna pompa – napełniają się krwią w ciągu kilkunastu minut. Na farmie karmione są co tydzień lub dwa, ale mogą obejść się bez świeżej krwi nawet trzy miesiące.

Krwi mogą wypić pięć razy tyle, ile same ważą. To właśnie one uważane są za cudowne lekarstwo na wiele chorób. Za jeden seans trzeba zapłacić równowartość 400 złotych, ale warto – przekonują Rosjanie.

Satysfakcja gwarantowana

– Teraz czuję tylko, jak pijawki wysysają mi krew, ale następnego dnia czuję się fantastycznie młodo – zapewniał poddany zabiegowi Anatolij Nowikow. Tę opinię potwierdza lekarz Władimir Sawinow. – Pijawki likwidują zarówno przyczynę, jak i mechanizm rozwoju choroby. Symptomy potem same znikają – twierdzi medyk.

Substancja, którą pijawka wstrzykuje do organizmu człowieka podobno zwiększa odporność, działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie. – Gdy stawiamy pijawkę, działa ona jak bomba. Z komórek uciekają pasożyty i są wysysane przez pijawkę razem z krwią – zapewnia Irina Sawostowa, także lekarz.

ktom/sk/k
Źródło: Fakty TV

hirudoterapia: www.elemiah.pl

ZABIEGI KOSMETYCZNE Z UŻYCIEM PIJAWKI – hirudokosmetyka

Jak się okazuje pijawki w swoich gruczołach zawierają także związki, które idealnie nadają się do wykorzystania w kosmetologii. Na rynku pojawiają się już maści, kremy z aktywnymi wyciągami z pijawek, nie zastąpią one jednak bezpośredniego wpływu hirudozwiązków na cerę. Pijawki dla swojej urody używają słynne aktorki np. Demi Moore, prezenterzy, reprezentanci firm.

Metody upiększania ciała i hamowania procesów starzenia skóry za pomocą pijawek znane były od najstarszych czasów. Maseczki na twarz i ciało w różnych kombinacjach olejków zapachowych mieszanych z krwią pijawek stosowały słynne japońskie gejsze, słynące ze swej urody. W erze brousseizmu francuskiego używanie pijawek w celu poprawy urody było niemalże obowiązkiem. Ozdabianie biżuterii, sukien balowych motywami nawiązującymi do pijawek było modne i w dobrym guście. Pijawki przystawiano najczęściej za uszami i we włosach chowając rany po nich. Krew z pijawek nierzadko rozsmarowana na twarzy sprawiała wrażenie dobrego odżywienia skóry i dobrego stanu zdrowia.

CO ZAWIERA PIJAWKA, ŻE WYKORZYSTUJEMY JĄ W KOSMETYCE?
Najnowsze badania nad substancjami gruczołów ślinowych potwierdziły obecność substancji mogących wpływać na stan skóry, jej napięcie, ukrwienie, utlenowanie i konsystencję.

Hialuronidaza, elastaza i kolagenaza, działają, jako czynniki rozprzestrzeniające, zmniejszające napięcie tkanki łącznej i zwiększające penetrację w skórze pozostałych związków pochodzących z gruczołów ślinowych. Substancja histaminopodobna rozszerza naczynia skórne, zwiększając ukrwienie danej okolicy.
W substancjach gruczołów ślinowych stwierdzono też serotoninę.
Razem ze związkami przeciwzakrzepowymi i przeciwzapalnymi pijawki, podskórnie dostają się też lipidy, które oprócz białek stanowią potężną grupę związków ślinowych.
Największą grupę tworzą kwasy fosfatydowe i wolne kwasy tłuszczowe.
Razem z lipidami wydzielane są enzymy takie jak fosfolipazy i lipazy, odgrywające główna rolę w przebudowie fosfolipidów błony komórkowej komórek skóry, działając leczniczo i ochronnie w gojeniu samej rany po pijawce jak również w tkankach otaczających.
Lipidy stanowią 20 % całej masy substancji gruczołów ślinowych. Razem z lipidami występują hormony sterydowe takie jak: kortyzol, dehydroepiandrosteron, androsteron, testosteron, progesteron i estradiol. Mamy, więc skład doskonałego kremu opartego o najnowsze składniki w dodatku w żywych formach aktywnych biologicznie.

To właśnie wykorzystuje się w kosmetologii hirudoterapeutycznej, gdzie efekty są zdumiewające. Z terapii tej chętnie korzystają u nas zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

AK PRZYGOTOWAĆ SIĘ MASECZKI Z UŻYCIEM PIJAWEK?
Cera powinna być odpowiednio oczyszczona.

JAK WYGLĄDA LIFTING Z UŻYCIEM PIJAWEK
Po zabiegu pijawkami hirudoterapeuta, wyciska hirudozwiązki pijawki wymieszane z krwią i nakłada maseczkę na twarz pacjenta.

ILE CZASU TRWA I JAK WYGLĄDA ZROBIENIE LIFTINGU, MASECZKI Z UŻYCIEM PIJAWEK?
Samą maseczkę trzyma się na twarzy do 20 minut, jednak trzeba pamiętać, że zabieg kosmetyczny w postaci omawianego liftingu musi być poprzedzony zabiegiem hirudoterapii.

JAKIE SĄ EFEKTY LIFTINGU Z UŻYCIEM PIJAWEK?
Efekty są widoczne już bezpośrednio po zmyciu maseczki z twarzy, cera wygląda młodziej, jest rozświetlona i gładka. W przypadku trądziku i podobny stany zapalne znacznie się zmniejszają.

ILE KOSZTUJE LIFTING Z UŻYCIEM PIJAWEK?
Zabieg wykonania maseczki z użyciem pijawek kosztuje 260 zł

źródło: http://www.pkik.pl/kosmetologia-i-kosmetyka

hirudoterapia, hirudokosmetyka www.elemiah.pl

Uratował nogę przed amputacją

Koszty ratowania zdrowia…

Józef Woś wywołał ogólnopolską awanturę o pijawki

Józef Woś z Zielonki nawet w najgorszych snach nie przypuszczał, że podziękowanie lekarzowi może wywołać aferę na całą Polskę. Zgłosił się do dziennikarzy, żeby opowiedzieć im o niesamowitym lekarzu – Krzysztofie Lenarcie z kolbuszowskiego szpitala. To on uratował mu nogę przed amputacja. Problem w tym, że ratował nogę metodą niekonwencjonalną – pijawkami. I o to cała awantura. Choć to też niecała prawda…

Tak noga wyglądała w trakcie leczenia.

Nasz bohater to chyba jedna z najpopularniejszych osób w powiecie kolbuszowskim. Pisały o nim wszystkie gazety regionalne, nawet w Telexpresie o nim mówili. Dlaczego? Pewnie wszyscy Czytelnicy już to wiedzą. Józefa Wosia uratowały pijawki. A zaczęło się to tak…

Co byś pan powiedział na robaki
W styczniu tego roku Józef Woś miał wypadek w pracy. Frezarka zmiażdżyła mu prawą nogę. Trafił do szpitala w Rzeszowie. – Lekarz zapakował mi nogę w gips i po kilku dniach wypisał mnie ze szpitala – opowiada mężczyzna. – Wróciłem do domu, ale nie dało rady ani leżeć, ani chodzić. Noga zaczęła czernieć, siwieć i woda zaczęła się z niej lać. Pojechałem do szpitala do Kolbuszowej.
I tu historia awantury o pijawki się zaczyna. Wersji jest tyle, ile osób o nią pytanych. Zacznijmy od tego, co mówi sam pacjent. – W szpitalu nikt mi dosłownie nie powiedział, że grozi mi amputacja nogi. Podczas wizyty grono lekarzy stało nade mną i dyskutowali między sobą co robić, a później poszli na naradę. Wrócił się Krzysztof Lenart i powiedział tak: co byś pan powiedział na robaki? To jeszcze na niego nakląłem, o jakie robaki mu chodzi. On wtedy mówi, że chodzi o pijawki. A pijawki to ja znam, bo jak byłem mały, to dziadek mi je stawiał. I dlatego wyraziłem zgodę na takie leczenie – mówi Józef Woś.

Komu płacił pacjent?
Pacjent leżał w szpitalu i trzy razy dziennie, przez dwa miesiące, leczyły go pijawki. Za jedną sztukę płacił 20 zł. W sumie pijawki kosztowały go 4 tys. zł. Te pieniądze trafiły do dystrybutora pijawek, który sprzedawał je bezpośrednio mężczyźnie. Tak więc to, nie lekarz dostał pieniądze, tylko sprzedawca pijawek. – Poza tym pijawki były wspomaganiem leczenia, a nie samym leczeniem – mówi Krzysztof Lenart, chirurg, specjalista ortopedii i traumatologii w kolbuszowskim szpitalu.
– Jak zaczęła się awantura w szpitalu, to mnie wypisali i sam leczyłem się tymi pijawkami. Konsultowałem się telefonicznie z doktorem Lenartem – tłumaczy Józef Woś.

Dyrektor ma pretensje
A potem leczeniem zainteresowały się media. I w tym momencie Zbigniew Strzelczyk, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kolbuszowej, stwierdził, że lekarz leczył pijawkami pacjenta bez zgody przełożonego, w tym ordynatora oddziału chirurgii Andrzeja Nogi.
Dyrektor ma pretensje przede wszystkim o to, że lekarz nie poprosił o zgodę na leczenie pijawkami. – Skąd ja mam wiedzieć, że pijawki pochodzą ze sprawdzonego źródła. Nie widziałem atestów, nie znam źródła ich pochodzenia – mówi Zbigniew Strzelczyk. – Kto weźmie odpowiedzialność, jeśli coś się stanie pacjentowi, jeśli w nogę wda się zakażenie? Pacjent może nas przecież zaskarżyć o odszkodowanie, bo pijawki zalecono i wykorzystywano do leczenia w naszej placówce – tłumaczy swoje obawy dyrektor.
Na wszelki wypadek Zbigniew Strzelczyk skierował sprawę leczenia pijawkami do Komisji Etyki Lekarskiej. – Tak naprawdę, nie wiadomo czy to pijawki pomogły, czy „tradycyjne” leczenie – dodaje.

Jeszcze raz
Pacjent twierdzi, podobnie zresztą jak Krzysztof Lenart, że ordynator oddziału wiedział o stosowaniu pijawek. – Na drugi dzień po rozpoczęciu leczenia pijawkami, ordynator przyniósł mi do popisania pismo, że zgadzam się na leczenie. A potem ja się z mediów dowiedziałem, że on wszystkiemu zaprzecza. A ja powtarzam, że to on mi pismo przyniósł. Poza tym jak ordynator może nie wiedzieć co się dzieje na oddziale skoro codziennie są obchody – pyta Józef Woś.
Mężczyzna ma ksero certyfikatów, że pijawki pochodzą ze sprawdzonego źródła. – Jestem wdzięczny lekarzowi, że mi zaproponował takie leczenie, gdyby nie on, nie wiadomo, czy bym nogę dzisiaj miał. Gdybym miał jeszcze raz podjąć decyzję zrobiłbym to samo. Już po kilku dniach od przystawienia pijawek poczułem ulgę w nodze. Chodzę bez kul, a lekarze mówili, że pół roku będę się musiał na nich wspierać – mówi.


Józef Woś nie żałuje 4 tys. zł wydanych na 200 pijawek.

Kłótnia o nogę czy o rację?
Pewny swojej decyzji jest także Krzysztof Lenart. – Noga była zagrożona amputacją na wysokości podudzia – mówi i pokazuje zdjęcia nogi sprzed leczenia. – O tym, że chcę zastosować hirudoterapię wiedzieli i koledzy i ordynator. A jeśli chodzi o wypowiedzi dyrektora na temat leczenia, to nie jest on lekarzem – komentuje.
Jego zdaniem dyrektor chce wykorzystać sprawę pijawek i szum medialny przeciwko niemu. Od dawna wiadomo, że między Zbigniewem Strzelczykiem, a Krzysztofem Lenartem współpraca nie układa się najlepiej. Pytanie więc czy panowie biją się na słowa o dobro pacjenta, czy o to, który ma rację?
Józef Woś jest zniesmaczony medialną kłótnią o jego nogę ale cieszy się, że nie musi kupować protezy i że znalazł się lekarz, który zaryzykował niekonwencjonalne leczenie. – Nie moja sprawa o co chodzi między obydwoma panami. Ja się cieszę, że zamiast protezy, wydałem pieniądze na pijawki, które mi nogę uratowały – mówi nasz bohater.

Zdaniem panów…
– Gdyby lekarz poprosił o zgodę na leczenie pijawkami, zwołalibyśmy konsylium lekarskie i zastanowilibyśmy się wspólnie, co robić. Naprawdę nie jest przeciwnikiem stosowania hirudoterapii Chodzi przede wszystkim o niesubordynację lekarza, a nie o to, że ratował nogę niekonwencjonalnymi metodami – tłumaczy Zbigniew Strzelczyk.
– Niech mi pani wierzy, że wszyscy wiedzieli o stosowaniu pijawek u tego pacjenta. Pijawki na oddziale są stosowane od dwóch lat. Od czasu, gdy dzięki nim uratowałem ucho 20 –letniego mielczanina. Tu nie chodzi o pijawki, tylko o niechęć dyrektora do mnie – mówi Krzysztof Lenart.
Marlena Bogdan
współpraca:
Joanna Serafin,
Barbara Żarkowska

dodatek p. Jerzy: 

„Czytam ze lekarz uratował pacjentowi nogę przed amputacja, stosując od dawien dawna znana metodę „stawiania pijawek”. Czytam dalej i widzę, że dyrektor tego szpitala chce na niego donieść do prokuratury. Naturalnie, bo co by to było gdyby nagle wszyscy lekarze zaczęli stosować od dawna wypróbowane sposoby leczenia. Przecież „pijawki” – koncerny farmaceutyczne miałyby niższe zyski. Dlaczego to pijawki to mogą sobie budżet wyssać, ale nie krew pacjenta…” źródło: http://lists.ceti.pl/pipermail/wiec/20080510/013575.html

 źródło: http://www.korsokolbuszowskie.pl/

hirudoterapia www.elemiah.pl

K. Lenart chirurg i pijawki

Krzysztof Lenart, chirurg, specjalista ortopedii i traumatologii w Szpitalu Powiatowym w Kolbuszowej.
– Dlaczego zaproponował pan pacjentowi przystawienie pijawek?

– Pijawki po raz pierwszy zastosowałem 2 lata temu. Gdy trafił do mnie chłopak, któremu trzeba było ratować ucho przed amputacją. Pomogło. Od tego momentu zacząłem zgłębiać tajniki i stosować tę metodę.

– Pijawki są skuteczne?

– Tam gdzie kończą się możliwości medycyny konwencjonalnej – pomaga terapia pijawkami lekarskimi. Specjalnie hodowanymi. To nie mogą być takie zwykłe pijawki z rzeczki koło domu. Lekarskie w swojej ślinie mają antybiotyk. Niezwykle skuteczny. Wstrzykują go po nakłuciu ciała człowieka. Te pijawki są jednorazowe. Po każdym nakłuciu trzeba je zniszczyć, zutylizować.

Czy są bezpieczne?

– Uważam, że tak. Nie miałem żadnych powikłań. Stosowałem je nawet na ranę zakażoną już pałeczkami ropy błękitnej. Wygoiła się. Pijawki to żadna czarna magia, lecz metoda znana i stosowana na świecie.

– Tam gdzie kończą się możliwości medycyny konwencjonalnej – pomaga terapia pijawkami lekarskimi. Specjalnie hodowanymi. (fot. FOT. WOJCIECH ZATWARNICKI)

źródło: http://www.nowiny24.pl

hirudoterapia www.elemiah.pl

Leczenie pijawkami? Tak, ale nie w szpitalu…

Doktor Krzysztof Lenart, wybitny chirurg ortopeda, uratował ucho młodego chłopaka oraz nogę zagrożoną amputacją mężczyźnie. Zastosował do leczenia laboratoryjne pijawki. Dobrze, że są jeszcze tak oddani pacjentowi lekarze.

W kolbuszowskim szpitalu lekarz zastosował w leczeniu pijawki. – Złamano rygory sanitarne. Pacjent leczony w szpitalu musiał płacić, a to niedopuszczalne – mówi dyrektor.

Doktor Krzysztof Lenart, chirurg ortopeda, dwa lata temu po raz pierwszy użył pijawek w leczeniu pacjenta. – Młody chłopak miał wypadek, groziła mu amputacja ucha. Dwudziestolatek, całe życie przed nim, a tu zamiast ucha skrawek. Zdecydowałem się na przyszycie ucha. Było jednak zagrożenie, że wda się martwica. Zaproponowałem rodzicom zastosowanie pijawek, zgodzili się. Ucho zostało uratowane – opowiada lekarz.

Kolejną osobą, której w szpitalu zaaplikował pijawki, był Józef Woś. Po wypadku miał zmiażdżoną nogę, otwarte złamanie. Najpierw trafił do szpitala w Rzeszowie, noga została zoperowana i zapakowana w gips. Po jakimś czasie okazało się, że stopa zaczyna czernieć. – To był sygnał, że zaczyna się zakrzepica. Uznałem, że jedynym sposobem na uratowanie nogi, a może i życia pacjenta, mogą być pijawki. Pacjent się zgodził, podpisał stosowne oświadczenie. Noga została uratowana – tłumaczy Lenart.

Za kurację pijawkami pacjent zapłacił z własnej kieszeni. – Kosztowało mnie to 4 tys. zł, ale tonący brzytwy się chwyta. Mam nogę, za dwa miesiące będę na weselu tańczył – mówi Woś.

Pacjent nie ma pretensji do doktora Lenarta. Działania lekarza inaczej oceniają jego zwierzchnicy.

Ordynator Andrzej Noga nie neguje, że pijawki mają zastosowanie w medycynie. Uważa jednak, że doktor Lenart decyzję o terapii powinien skonsultować z innymi lekarzami. – A zrobił wszystko po kryjomu. Jaką mamy gwarancję, że pijawki pochodziły z legalnego źródła? – pyta ordynator.

Dyrektor szpitala Zbigniew Strzelczyk ma za złe lekarzowi, że leczył pacjenta pijawkami, wiedząc o zakazie wydanym po przypadku pacjenta z uchem. – To nie jest standardowe leczeniem. Może takie metody stosowane są w klinikach, my jesteśmy zwykłym szpitalem powiatowym. Jeśli ktoś chce leczyć pacjentów pijawkami, niech robi to w swoim prywatnym gabinecie i ponosi odpowiedzialność za ewentualne skutki takiego działania. W tym wypadku pacjent był leczony w szpitalu, gdyby coś się wydarzyło, pacjent skarżyłby szpital – mówi dyrektor. – Doktor Lenart nie skonsultował z nikim leczenia pijawkami. Były użyte bez zabezpieczenie epidemiologicznego. Poza tym pijawki jako metoda wspomagająca leczenie według wojewódzkiego konsultanta ds. chirurgii mogą być stosowane w wyjątkowych przypadkach. Według mojej wiedzy pacjentowi nie groziła amputacja – stwierdza dyrektor. Jego zdaniem leczenie pijawkami nie może być stosowane w szpitalu. Źle się również stało, że pacjent będąc w szpitalu, musiał płacić za pijawki. Za leczenie pijawkami lekarz nie będzie jednak ukarany.

 Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

www.elemiah.pl

 

Siniaki w Śląsku leczą… pijawkami

To się nie mieści w głowie! Dzięki masażyście Śląska Jarosławowi Szandrocho (37 l.) krwiaki na ciałach wrocławskich piłkarzy znikają błyskawicznie. Czyni to za pomocą pijawek lekarskich.

W ten właśnie sposób likwidował olbrzymiego krwiaka jaki po ostatnim meczu Młodej Ekstraklasy pojawił się na ciele Łukasza Tymińskiego (19 l.). – One leczą nie tylko przez wypijanie krwi, ale także przez swoją ślinę, którą wpuszczają do krwiobiegu. Rozrzedzają w ten sposób krew, która z lepkiej staje się bardziej płynna i łatwiej przemieszcza się pomiędzy komórkami. Wydzielina pijawek podczas zabiegu także sama znieczula pacjenta – opowiada Szandrocho.
Jednorazowo przystawia się do chorego miejsca około 3-9 pijawek. To zwierzęta pod ścisłą ochroną, więc hoduje się je laboratoryjnie. Trzeba się z nimi obchodzić bardzo ostrożnie. – Muszę je trzymać w naturalnej wodzie mineralnej. W „kranówie” błyskawicznie zdychają. W ciągu tygodnia schodzi mi ich około 30 sztuk. Po zabiegu utylizuję je. Teoretycznie mogłyby jeszcze raz być użyte, ale tylko do leczenia tego samego pacjenta i do tego aż po 150 dniach – mówi masażysta Śląska. – Pomyśl ile musiałbym wydać na wodę, którą trzeba im często wymieniać – dodaje ze śmiechem.

Największym odbiorcą pijawek jest klinika transplantologii kończyn w Trzebnicy, bowiem zwierzęta te błyskawicznie przywracają krążenie żylne w przyszytych organach. Krążenie w przyszytym palcu pacjent odzyskuje już po kilku zabiegach, a po 8 dniach może nim dzięki pijawkom poruszać. Metodę tę zwaną hirudoterapią z polskich klubów piłkarskich stosuje jedynie Śląsk Wrocław.

Sebastian Borowski
Andrzej Lewandowski
http://sport.fakt.pl/W-Slasku-lecza-pijawkami,artykuly,55409,1.html

hirudoterapia www.elemiah.pl

Hirudoterapia wraca do łask

Pod nazwą łacińską Hirudo Medicinalis kryje się pijawka lekarska. Większość z nas ma bardzo nieprzyjemne skojarzenia na samą myśl o tych małych i wijących się stworzeniach. Nazwanie kogoś „pijawką” też komplementem nie jest. Naturalnym odruchem na widok nawet jednej Hirudo jest deklaracja „Ja nigdy tego nie zrobię”! A jednak choć trudno w to uwierzyć – hirudoterapia wraca do łask i jest bardzo popularna.

Hirudoterapia to leczenie z wykorzystaniem pijawek. Sposób ten został     odkryty już w czasach wczesnej starożytności. Choć uczeni przez setki lat nie   potrafili wytłumaczyć na czym polega jego fenomen, stosowali go z powodzeniem do leczenia wielu chorób. Apogeum metoda przeżyła w XIX wieku, kiedy pijawki stosowano na wszystko, w olbrzymich ilościach. Wiek XX odwrócił się od hirudoterapii na rzecz nowoczesnej medycyny farmakologicznej. Jednak dzięki współczesnym badaniom Hirudo Medicinalis znowu powraca do łask. Choć trudno w to uwierzyć, dziś hirudoterapia znowu jest popularna, a lekarze i naukowcy dostarczają coraz więcej dowodów na to, że pijawki naprawdę mają uzdrawiające właściwości.

Jak ‘działa’ pijawka?

Pijawki są przede wszystkim najbardziej znane ze swoich właściwości poprawiających krążenie krwi. Działają trójstopniowo. Pierwszy etap to już moment wkłucia w ciało – naturalna akupunktura. Do mózgu jest wówczas wysyłany sygnał mobilizujący organizm do reakcji obronnej. Drugą fazą działania jest upust krwi, czyli to, na czym najbardziej skupiali się nasi przodkowie i czemu błędnie przypisywali największe zasługi. Utrata krwi ma o tyle pozytywne działanie, że napędza układ krwionośny człowieka do wydajniejszego działania oraz aktywizuje układ odpornościowy do walki z procesem chorobowym.

Fabryka substancji leczniczych

Trzecim i jednocześnie najważniejszym stopniem dobroczynnego wpływu pijawki na organizm jest jej działanie farmakologiczne. Badania naukowe dowiodły, że w trakcie wysysania krwi w gruczołach pijawki produkowanych jest ponad 150 rodzajów dobroczynnych substancji, które dostają się do krwioobiegu człowieka. Wśród nich największe znaczenie ma hirudyna – lek o silnym działaniu przeciwkrzepliwym i antykoagulacyjnym. Oprócz tego w „ślinie” pijawek znajdują się substancje przeciwbólowe, przeciwzapalne, znieczulające, regulujące ciśnienie tętnicze oraz antybiotyki!

Na co stosować hirudoterapię?

krwiaki i zakrzepy
niedociśnienie, nadciśnienie
choroby skóry
choroby serca
choroby płuc i oskrzeli
choroby wątroby
choroby nerek
chorobę niedokrwienną,
choroby kręgosłupa
choroby kobiece, bezpłodność
zakrzepowe zapalenie żył, żylaki
rwę kulszową
trudno gojące się rany
wysoki cholesterol
wrzody żołądka i dwunastnicy, choroby przewodu pokarmowego
alergie
procesy starzenia
udary
zapalenie korzonków nerwowych
bóle stawów
prostatę, impotencję
agresję, histerię, nerwice, depresję,
niektóre nowotwory

O skuteczności pijawek może świadczyć fakt, że stosuje się je już nie tylko w ramach medycyny naturalnej, ale coraz częściej sięgają po nią lekarze jak po pełnoprawny lek. W USA Hirudo Medicinalis jest już nawet wpisana na listę leków. Być może w niedługim czasie idąc do lekarza będziemy dostawać pijawki na receptę?

M. Borowik
źródło: http://www.menopauza.pl

www.elemiah.pl

Hirudoterapia. Hirudologia. Pijawki lekarskie

Hirudoterapia to metoda leczenia przy wykorzystaniu pijawek lekarskich (Hirudo medicinalis). Znana była już w epoce kamiennej, w Starożytnym Egipcie, Grecji i Chinach. Pijawki hoduje się w warunkach laboratoryjnych. Hirudoterapia stała się obecnie dość popularną metodą leczenia wielu schorzeń. We Francji, Niemczech i Stanach Zjednoczonych jest refundowana.  

Terapia pijawkami lekarskimi okazuje się być bardzo pomocna w leczeniu następujących chorób:

– miażdżyca
– choroby serca
– nadciśnienie i niedociśnienie
– choroby płuc i oskrzeli
– wysoki poziom cholesterolu
– alergie
– wrzody żołądka i dwunastnicy
– choroby wątroby
– trudno gojące się rany, krwiaki, zakrzepy
– choroby kobiece (w tym bezpłodność)
– bóle stawów, zapalenie korzonków, bóle kręgosłupa
– rwa kulszowa
– hemoroidy, żylaki, zakrzepowe zapalenie żył
– prostata, impotencja u mężczyzn
– nerwica, depresja
– pomocne przy operacjach plastycznych palców, uszu

Do jednego zabiegu wykorzystuje się 2,3,5,7,9 czasem nieco więcej w zależności od rozległości schorzenia. Koszt jednej pijawki to ok. 20 zł. Przykłada się pijawki do ran na 45- 90 minut. Zabieg najlepiej wykonać na wieczór po pracy lub w dzień wolny. Na szczęście ukąszenie przez pijawkę jest bezbolesne. Jedna sesja składa się z 5 seansów w odstępach 2-7 dniowych w zależości od rodzaju choroby. W tym czasie pijawki uwalniają do krwiobiegu człowieka substancje lecznicze.

W ślinie pijawek znajduje się blisko 100 biologicznie aktywnych substancji o działaniu przeciwzapalnym, przeciwzakrzepowym, poprawiającym mikrocyrkulacje, obniżającym ciśnienie krwi, przeciwbólowym i zmniejszającym obrzęki. Najważniejsze z nich to: hirudyna – naturalny lek przeciwzakrzepowy, eglina (działa przeciwzapalnie), hementyna (zapobiega krzepnięciu krwi), destabilaza (reguluje poziom cukru i korzystnie wpływa na naczynia krwionośne), antyelaza oraz hialuronidaza (antybiotyk).  

Zaleca się, aby na dzień przed planowanym zabiegiem hirudoterapii nie pić kawy, mocnej herbaty i alkoholu. Zarówno przed jak i po seansie pijawkami bada się ciśnienie krwi choremu. Czasem mogą wystąpić zwłaszcza po pierwszym kontakcie z pijawkami lekkie działania uboczne w postaci zawrotów głowy i osłabienia, wahań ciśnienia. Ustępują zwykle przy następnym seansie. Po seansie nie wolno moczyć rany wodą. Można wziąć pełną kąpiel dopiero na trzeci dzień. Przez 2-3 dni po terapii nie można uprawiać intensywnych ćwiczeń fizycznych. 

Przeciwwskazaniem do stosowania hirudoterapii są m.in.: ciąża, silna anemia, hemofilia, dzieci poniżej 10 roku życia, leczenie antykoagulantami (zalecana przerwa do przystąpienia do zabiegów to minimum 2 tygodnie), alergie (należy zachować ostrożność co do ilości przystawiania pijawek), bardzo niskie ciśnienie krwi (poniżej 80/60), uczulenia na hirudozwiązki.

autor artykułu oraz źródło: http://zdrowie-diety.pl

hirudoterapia Bydgoszcz:  www.elemiah.pl

 

Leczenie larwami. Larwoterapia.

Uwaga: niektóre zdjęcia mogą być nieprzyjemne dla oka.

Dziś larwoterapia staje się coraz popularniejsza w niszczeniu tkanki nowotworowej, stopy cukrzycowej, przy owrzodzeniach goleni, ropniach skóry, zakażeniach ran pourazowych, ranach odleżynowych… Ale jeszcze nie w Polsce. W Niemczech leki biologiczne pochodzenia zwierzęcego stosuje blisko 600 klinik. W Wielkiej Brytanii jest ich około 400.

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Parę lat temu zaczęliśmy stosować larwy, które były hodowane, czy przechowywane w pojedynczych fiolkach po sto, sto pięćdziesiąt sztuk. Kładło się je na rany, zaopatrywało siatką, żeby nie uciekły i trzymało się pod opatrunkiem przez trzy doby.

Teraz jest ten opatrunek o wiele bardziej uproszczony, bo larwy pakowane są w woreczki z takiej siatki o drobnych oczkach. Kładzie się te woreczki na ranę, w zależności od jej wielkości, na to gazik i w zasadzie chory sam się leczy. Zmienia sobie sam opatrunki. Nie zdarza się, aby larwy same rozbiegały się po całej ranie. Po czterech dobach rana jest oczyszczona, opatrunki można wyrzucić.

Przy zaniedbanych, sporych ranach, gdzie ilość martwicy jest bardzo duża, larwy nie są w stanie spożyć tego nadmiaru – że tak powiem – na jeden rzut. Jedzą tylko tyle, ile potrzebują do rozwoju. A wiec ta gruba martwica, na tych bardzo zastarzałych ranach musi być osunięta chirurgicznie – wycięta. Dopiero później tę dyskretną prace robią larwy.

Opatrunki z larwami przykłada się najczęściej kilka razy. Ich ilość zależny od powierzchni rany…

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Jedna z metod leczenia larwami polega na wpuszczaniu ich bezpośrednio na rany. Druga, zamknięta, polega na umieszczeniu sterylnego opatrunku, wyglądem przypominającego saszetkę z herbatą, na chorym miejscu. Larwy nie mogą wyjść z takiej torebki, jednak opatrunek przepuszcza ciecze, enzymy i inne substancje. Larwy są bardzo małe, tak małe, ze niewidoczne dla pacjenta. Zwykle po trzech dniach mierzą już ponad centymetr i są nasycone obumarłą tkanką. Opatrunek trzeba zmienić. Leczenie polega na całkowitym wyczyszczeniu rany z martwej tkanki.

Okazuje sie, ze nasi lekarze niewiele wiedzą na temat larwoterapii. Na ogól nie są w stanie wskazać miejsc, w których ta metoda leczy się chroniczne rany, gdzie leczy się larwami much stopę cukrzycową. Ile kosztuje leczenie?

Dr hab. n. Med. Marek Orkiszewski: Najpierw oceniam ranę, czy w ogóle nadaje się do leczenia larwami. Dalej, czy pacjent rokuje powodzenie terapii. To jest też bardzo ważne. Dlatego, że są pacjenci, którzy nie stosują się do żadnych „reżimów” typu palenie, typu kontrola cukrzycy. I z tymi chorymi nie ma co współpracować, bo w efekcie będzie krótkotrwała poprawa, nieskuteczna. Szkoda na to pieniędzy, ich pieniędzy, gdyż leczenie nie jest finansowane ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia, bo fundusz ich nie ma.

Współcześnie larwy plujki hodowane są w idealnie sterylnych warunkach. Nie mogą przenosić jakichkolwiek bakterii czy wirusów, jak to się zwykle przypisuje muchom. Hodowane są w wybranych laboratoriach, m.in. w USA i Wielkiej Brytanii. W specjalnych opakowaniach przewożą je kurierzy. Koszt sprowadzonej zza granicy partii larw wynosi około półtora tysiąca złotych.

Jak przebiega „szkolenie” chorych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Prowadzę edukacje chorych, aby nie byli oni zdani tylko na lekarza. Dostają środek do leczenia typu opatrunek i są wyszkoleni na swoim ciele. Akceptują to, co robią. Poprzez te edukacje chce doprowadzić do tego, ze nie tylko pacjenci będą to powszechnie akceptować, ale i środowisko akademickie. I to się stopniowo udaje – głownie poprzez proliferacje wiedzy.

Jakie są wyniki tego leczenia?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: W przypadku diabetyków, jeśli cukrzyca jest dobrze wyrównana i pacjent współpracuje z lekarzem – w tym znaczeniu, ze nie jest to chory czekający, by wskrzesić go jak Łazarza – to naprawdę wyniki tego leczenia są takie, ze przerastają oczekiwania.

Źródło: Na podstawie rozmowy z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Andrzeja Karnowskiego.

Kiedy leczenie wymaga wyjęcia poza ramy ogólnie pojętej medycyny?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wtedy gdy metody tradycyjne nie rokują powodzenia, a metody niestandardowe dają szanse przeżycia oraz gdy ich ryzyko stosowania jest mniejsze, niż pozostawienie pacjenta w „objęciach” sposobów tradycyjnych.

Jak wygląda proces oczyszczania przez larwy ropiejących, niegojących się ran?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Larwa nie zjada martwej tkanki jako takiej. Wydziela enzymy trawiące martwice poza ustrojem larwy. Po strawieniu powstaje półpłynna treść będąca pokarmem dla larwy. Larwa zjada tez bakterie i przetrawia je w przewodzie pokarmowym, ale nie jest to jej sposób na życie. Jej właściwa cecha jest trawienie tego, co jest w podścielisko, wchłanianie i zjadanie tego, co jest martwe. Dlatego martwa tkanka rany jest dla larw idealnym pożywieniem. W swoich otworach gębowych ma haczyki, którymi przyczepia się do rany, żeby nie splynac razem z wydzielina. Larwy kładzione na ranę maja długość milimetra, a po kilku dniach już ośmiu. To zwykle wystarczający czas, by dokładnie ja oczyścić. I w tym momencie kończą swa prace, bo za chwile zamienia się w czerwie, a potem odlatują jako muchy.

Jaki jest dzisiaj stan badan nad leczeniem larwami?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Nauczyliśmy się, ze obecność wielkich naczyń w obrębie rany nie jest przeciwwskazaniem do stosowania larw. Przy wielkich tętnicach sok wydzielany przez larwy nie jest szkodliwy, a one same dokładnie oczyszczają naczynie dokoła. Zapoznałem się z wieloma publikacjami na ten temat. Na przykład, na zakażona ranę po nowotworze krtani, w którym te olbrzymie naczynia szyi są w sąsiedztwie, wpuszcza się larwy i one bezpiecznie usuwają wyłącznie martwice. Nie boimy się już naturalnych otworów, bo larwa tam nie wejdzie, ponieważ jest bardzo mądra. Instynktownie nie wchodzi w kanał, bo żywiąc się rośnie i wie, ze nie przeciśnie się już z powrotem.

Jakie jeszcze odkryto ciekawe osobliwości z życia larw?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Zaobserwowaliśmy rzecz nieprawdopodobna. Jeżeli do larw, będących już w opakowaniu, dodaje się gąbkę, to okazuje się, ze są one przekonane, iż pojawiła się konkurencja. I wtedy staja się niewiarygodnie agresywne w wydzielaniu swych pokarmowych treści, ponieważ „uważają”, ze jest ich dwa razy tyle. Przekonałem się o tym, lecząc rany larwami luzem i w woreczkach. Larwy hodowane luzem i swobodnie kładzione na rany zachowują się leniwie, ospale. Natomiast te drugie wprost szaleją na ranach. I tu chyba dochodzi do glosy teoria stworzeń stadnych, konkurujących ze sobą, by przeżyć. Nadmiar wydzieliny w ranie ogranicza dostęp tlenu i szkodzi larwom. Wiemy, ze poprzednio stosowane leczenie miejscowe solami srebra szkodzi im i je zabija. Dlatego larwy trzeba bezustannie obserwować, bo swym zachowaniem sygnalizują ciekawe, tajemnicze zjawiska, które człowiek powinien nauczyć się prawidłowo odczytywać.

Jakie widzi Pan perspektywy rozwoju larwologii?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Te larwy to prawdziwe wyzwanie dla współczesnej medycyny. Bo jeżeli zjadają martwa tkankę, to aż się prosi, by zapytać, czy zjedzą również tkankę zmieniona, czyli nowotworowa. Czy komórki nowotworowe, np. w nowotworze piersi zostaną również pochłonięte? I kolejne pytanie: czy można larwę tak zmodyfikować, ze będzie je zjadała? Ale tutaj… Hm… Pojawia się coraz więcej pytań i domysłów! Czy będziemy mogli ja tak ustawić, jak to zrobił dwieście lat temu czeski zakonnik Gregor Johann Mendel, uważany za twórce genetyki, w sposób jak najbardziej naturalny krzyżując groszek przez 8 lat. Zasada badan Mendla jest ich prostota. Czy zgodnie z nią można wyhodować larwy, programując ich apetyty? Może udałoby się tego dokonać bez skomplikowanych modyfikacji DNA? Larwa zje chore tkanki, nie tylko martwicze, ale wszelkie odmienne? Pewnie tak będzie. Bo może okazać się, ze do modyfikacji larw wcale nie potrzeba wielkich nowoczesnych laboratoriów.

I to wszystko otwiera nieprawdopodobne wręcz perspektywy dla medycyny, które znowu otworzą naiwne pytania dziecka: – Jak nauczyć larwy, by zżerały nie tylko martwice, ale i tkanki nowotworowe? Podejrzewam, ze na to pytanie szybciej od naukowca odpowiedziałyby wiejskie kobiety, bo dzisiaj jeszcze tylko one potrafią rozumować na poziomie myślenia spontanicznego, naturalnego. One spytają: – Jak to zrobić, żeby żarły to, co im dajemy, a nie wybrzydzały? A ja jako naukowiec zapytam: – Jak je przeprogramować?

W jakich kierunkach może pójść ten rozwój?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Wydaje się obiecujące nauczenie larwy, jak zjadać tkankę np. nowotworowa lub według innego zapotrzebowania terapeutycznego. Z drugiej strony prawa rynku i chęć zysku każą zmienić je w produkt pól medyczny, dostępny w każdej aptece, który kupimy i sami nałożymy na ranę. Tylko, ze w tym wypadku rezygnujemy ze sterylności i wysokich wymagań nakładanych na produkcje leków, rezygnujemy z postępu. Trzeba przyznać, ze oba kierunki są ciekawe, z tym, ze ten drugi niesie ze sobą określone ryzyko. Larwa nie będzie do końca oczyszczona. W leczeniu larwami nie możemy mówić o medycynie niekonwencjonalnej, chociaż za taka uważa to leczenie wielu ludzi.

Wobec tego, jak nazwać te metodę, z jednej strony stosowana od wieków przez czarowników, a z drugiej rozwijająca się w nowoczesnych laboratoriach medycznych?

Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski: Leczenie larwami to jest absolutnie nowa medycyna. To nie jest ani paramedycyna, ani medycyna konwencjonalna. Bo w przypadku leczenia ran wyczerpały się najnowocześniejsze antybiotyki, podobnie jak możliwości chemioterapii i chirurgiczne opracowanie rany, czyli wycięcie i ewentualny przeszczep skóry. Larwy muchy plujki to nic innego jak lekarstwo wzięte bezpośrednio z naturalnego świata przyrody. Dotąd staraliśmy się uzyskać specyficzny lek z roślin lub droga syntezy chemicznej. Larwy w leczeniu ran czy pasożyty jelitowe w leczeniu astmy wskazują na potrzebę powrotu do medycyny ludowej i całościowego używania roślin albo innego elementu środowiska naturalnego do skutecznego leczenia. Nazywam takie działanie nowa medycyna, bo zaczynamy być w sposób świadomy częścią środowiska naturalnego. Wiemy, jak zwiększać skuteczność naszych działań, stosując naukowe metody obserwacji i eksperymentu. Czyli jest to połączenie tradycji z wiedza naukowa. Medycyna wynikająca z tradycji czy uniwersytecka maja jeden wspólny przekaz: pomóc człowiekowi. I jestem przekonany, ze takie działanie stanie się jednocześnie medycyna przyszłości.

Źródło: Fragmenty rozmowy z doc. Markiem Orkiszewskim przeprowadzonej przez Ilone Slojewska. Czwarty Wymiar 12/2007.

* Dr hab. n. med. Marek Orkiszewski jest autorem publikacji na temat larwoterapii zamieszczonej w Wiadomościach Lekarskich (2007; 60 (7-8): 381-385).

Leczenie larwami: Rozmowa z dr hab. n. med. Markiem Orkiszewskim z Zakladu Medycyny Zapobiegawczej i Zdrowia Srodowiskowego źródło: http://www.stopacukrzycowa.com

mgr Małgorzata Papała Śliwa
larwolog
larwoterapia
www.elemiah.pl

Rozmowa przeprowadzona w roku 2007. Aktualnie opatrunki z larw są dostosowane do rany. Nie są to gotowe kwadratowe opatrunki, ponieważ nie są one w stanie przykryć dokładnie chore miejsce.